Nie-dieta,  Życiowe tematy

Jedzenie intuicyjne

Powiem Wam, że odkąd pamiętam, zawsze patrzyłam z zazdrością na osoby, które nie przejmowały się jedzeniem. Mam na myśli, że podchodziły do jedzenia tak… normalnie. Bez wyrzutów sumienia, bez obsesji, bez wewnętrznej walki czy można zjeść X czy nie? Jadły kiedy były głodne i to, na co miały ochotę. Bez myśli, że “trzeba” lub “wypada” zjeść porcję do końca (albo wręcz odwrotnie, “nie można” wyczyścić talerza). Albo miały wylane na to, czy się ktoś obrazi czy nie, jak się nie poczęstują ich czekoladką.

Widzicie, rodzimy się z taką naturalną zdolnością jedzenia tyle, ile nam potrzeba. Niemowlak płacze, kiedy jest głodny i przestaje jeść, kiedy ma dość. Trochę starszy bobas będzie odwracał głowę, kiedy poczuje, że nie ma już ochoty na kolejny kęs… Jednak kiedy dorastamy, tracimy łączność z naszym ciałem. Nie wszyscy, bo oczywiście chodzą po ziemi te cudowne jednorożce, dla których jedzenie, kiedy jest się głodnym i jedzenie tego, na co się ma ochotę to nadal najbardziej naturalna rzecz na świecie. Jak sikanie na przykład.

No właśnie.

Wiecie co, jesteśmy chyba jedynym gatunkiem na świecie, który stawia sobie restrykcje wobec podstawowych potrzeb. Odnośnie jedzenia i spania (mam nadzieję, że nie odmawiacie sobie pójścia do toalety w myśl jakichś wyższych zasad).

No więc, powiem Wam (po tym długim wywodzie), że odżywianie się w zgodzie ze sobą nadal jest możliwe. Podążanie za modnymi dietami i restrykcje kaloryczne mogą spowodować, że rozwiniemy niezdrową relację z jedzeniem. Dlatego pragnę Wam przypomnieć, że jedzenie jest po to, żeby odżywiało nasz organizm, ale i sprawiało przyjemność. 

Istnieje taka filozofia, pod którą podpisuję się rękami i nogami: jedzenie intuicyjne. Ciężko powiedzieć, że ta filozofia została przez kogoś stworzona, bo to najbardziej naturalna rzecz na świecie, ale opisały ją panie Evelyn Tribole i Elyse Resch w książce “Jem Intuicyjnie – Rewolucyjny program, który działa“. 

Chciałam Wam dzisiaj przedstawić założenia tej filozofii, może zainspirują Was do refleksji nad własną relacją z jedzeniem. 

  1. Diety za okno

Pomyślcie tylko, jak czujecie się kiedy myślicie o przejściu na dietę? Przeważnie pojawiają się w nas negatywne emocje dotyczące jakiegoś braku, restrykcji, męczenia się, czasami wręcz bólu. Często, kiedy chcemy zrzucić kilka kilogramów wprowadzamy ograniczenia, diety cud, 1000 kcal i inne… Niestety, w większości przypadków kończy się to powrotem do poprzedniej wagi lub efektem jojo. Dlatego jedząc intuicyjnie odrzucamy myślenie w kategorii “przechodzę na dietę”, “to mi wolno, tego nie wolno”, “mogę jeść tylko do 18”, “węglowodany to zło” etc. 

  1. Z szacunkiem do uczucia głodu

Założę się, że większość z nas (o ile nie każdy) odmówił sobie kiedyś jedzenia mimo tego, że czuł fizyczny głód. Często wtedy jesteśmy poirytowani, zmęczeni, boli nas głowa i nie możemy się na niczym skupić. Poza tym, kiedy ignorujemy nasze potrzeby, mamy ochotę na wysokokaloryczne, mniej zdrowe jedzenie i trudniej sobie go odmówić. Ważnym krokiem w rozwinięciu pozytywnej relacji z jedzeniem jest więc odpowiadanie na sygnały naszego organizmu i sięgnięcie po pożywienie w czasie, kiedy tego potrzebujemy. 

  1. Koniec walki z jedzeniem

Zastanówmy się jakie funkcje ma jedzenie: odżywia nasze ciało, daje nam energię, łączy nas z innymi ludźmi. Może przynosić też radość i satysfakcję, czyli w pewien sposób nawet odżywiać naszą duszę. Przestańmy więc nadawać moralne znaczenie jedzeniu, nazywając go “dobrym” i “złym”, ale może raczej “codziennym” i “świątecznym”? Bo dlaczego nie zjeść kawałka tortu na urodzinach przyjaciółki? Albo odmawiać sobie pysznej kawy w trakcie spotkania z kimś bliskim? Zróbmy miejsce w naszym życiu na jedzenie każdego typu i pożegnajmy się raz na zawsze z cyklem restrykcji i objadania się. Czy to oznacza, że teraz hulaj dusza i siedem razy w tygodniu na obiad McDonald? Nie. Chodzi o to, żeby nie mieć wyrzutów sumienia i poczucia winy, kiedy faktycznie zjemy fast fooda czy słodycze. Jeden taki posiłek nas nie utuczy. Tak samo jak jeden dzień zdrowego jedzenia nie sprawi, że będziemy nagle szczupli i w pełni sił witalnych. Liczy się to, co robimy każdego dnia, nie to, co robisz od święta. No chyba, że świętujesz siedem dni w tygodniu 😉

*Oczywiście nie mówię tutaj o przypadku, kiedy unikamy jedzenia typu X z powodu zdrowotnych – to zupełnie inna para kaloszy.

  1. Wewnętrzny dialog

Czy słyszycie często głos, jakby w waszej głowie siedział taki policjant: “nie powinnaś tego jeść” albo “zjadłaś X to teraz nie możesz zjeść kolacji” albo “musisz iść pobiegać, żeby odpokutować za X”. Każdego dnia bombardują nas informacje z mediów i coraz to nowsze zalecenia dietetyczne – co można, a czego nie można jeść. To wywiera ogromną presję. A nasz wewnętrzny policjant może wywoływać poczucie winy, wstyd, złość, niechęć, brak poczucia własnej wartości i wiele innych negatywnych uczuć tylko dlatego, że nie podążamy za trendami, które są “jedyne mądre i prawdziwe”. Na ten moment, bo za miesiąc modna będzie już inna dieta. Nie wydaje mi się, żeby było możliwe odczuwanie prawdziwej radości z jedzenia, kiedy w naszej głowie szaleje taki krytyk.

Jak się go pozbyć? Hmm, dobre pytanie. Nadal czasami z nim walczę. Mogę powiedzieć jak ja sobie z nim radzę: 

  • staram się go rozpoznać. 
  • oddzielam się od niego. To nie ja, to tylko myśl. 
  • ośmieszam go, podważam prawdziwość jego słów albo po prostu każę mu się wypchać. 

Wtedy czuję, że znów mogę dokonać racjonalnego wyboru co do mojego jedzenia, zamiast słuchać dziwnych myśli pojawiających się nie wiadomo skąd. 

  1. Poczucie zaspokojenia

Taka historia: mam ochotę na czekoladę, ale jej sobie odmawiam, bo 3 dni temu przeszłam na dietę. Zamiast czekolady sięgam więc po jabłko, ale nie pomaga. Nadal mam ochotę na czekoladę. Może orzeszki i suszone owoce zadziałają? Zjadam więc kilka daktyli i garść orzechów, ale i tak czuję, że “nie o to chodziło”. Kręcę się koło lodówki zastanawiając się co “zdrowego” mogłabym jeszcze zjeść, żeby nie sięgnąć po tę czekoladę. Może jogurt? On też nie pomaga. Koniec końców zjadam kawałek czekolady, ale cóż… władowałam w siebie już jabłko, bakalie i jogurt, no i zmarnowałam trochę czasu i energii na walkę z samą sobą. Dodatkowo wyrzucam sobie brak silnej woli i spirala w mojej głowie się nakręca. A gdyby tak uciąć to wszystko, zjeść kawałek czekolady, kiedy ma się na to ochotę, cieszyć się nim i ruszyć dalej ze swoim życiem? Zaspokojenie swojej zachcianki, to co innego niż jedzenie “w nagrodę” czy “za karę”. Jest naturalną odpowiedzią na sygnał płynący z naszego ciała lub ducha.

  1. Rozpoznawanie sytości

Wsłuchiwanie się w sygnały płynące z naszego ciała to kluczowy element jedzenia intuicyjnego. Niestety istnieją czynniki, które mogły sprawić, że straciliśmy te naturalne zdolności (eksperymenty z dietami, zaburzenia odżywiania, spożywanie dużej ilości wysokoprzetworzonego jedzenia). Cóż, trzeba się tego na nowo nauczyć! Co może pomóc:

  • Używanie skali sytości i głodu – do pobrania poniżej
  • Zwolnienie tempa – nie chodzi o to, żeby jeść śniadanie trzy godziny, ale kiedy spożywamy posiłek w pośpiechu nasze ciało może nawet nie zauważyć, że coś wpadło do żołądka. Można nawet zatrzymać się co jakiś czas i zapytać się siebie czy już dość czy chcę kolejny kęs?
  1. Radzenie sobie z emocjami

Wszyscy jesteśmy ludźmi, każdy z nas ma lepsze i gorsze chwile, tak po prostu jest. Pytanie, jak sobie z nimi radzimy? Czy próbujemy wyładować nasze emocje lub uciec od nich za pomocą jedzenia? To temat poważny i długi. Na pewno do niego kiedyś wrócę, ale napiszę już jedną ważną rzecz: JEDZENIE JEST W STANIE ZASPOKOIĆ TYLKO GŁÓD FIZYCZNY. Z emocjami musimy radzić sobie w inny sposób. 

  1. Z miłością do ciała

Kiedy myślę o tym, jak traktowałam kiedyś swoje ciało, to czuję autentyczny smutek. Okazywałam brak szacunku maszynie, która pozwala mi żyć, być, odczuwać, działać… Dla mnie etap katowania się dietami, ćwiczeniami i negatywnymi słowami już minął. Chcę okazywać mojemu ciału miłość i szacunek za to, co robi dla mnie każdego dnia. Za to, że oddycha i pompuje krew, że mogę się ruszać, śmiać i płakać. 

Niby banał – zaakceptuj swoje ciało, bo mamy jedno na całe życie. Czy nie warto o nie zadbać? Dostarczyć wszystkiego czego potrzebuje? Snu, wody, odpowiedniego paliwa, ruchu, dobrych myśli?

😉

  1. Porcja ruchu

To nie jest ściema – ćwiczenia fizyczne naprawdę sprawiają, że czujemy się lepiej psychicznie. Udowodniono to naukowo już dawno temu. Oczywiście nie dotyczy to ciężkich treningów w dyscyplinie, której nienawidzisz. A gdyby tak skupić się na radości płynącej z samej aktywności, otoczenia lub towarzystwa? Nie na spalanych kaloriach? Czy wtedy trening nie brzmi wspaniale? 

Robię to, co lubię. W towarzystwie, które cenię (można cenić sobie samotność, ja np. lubię biegać w pojedynkę 😉 ), w miejscu, które mi odpowiada. 

Jest tyle możliwości, żeby się poruszać, że naprawdę… żadnych wymówek! Zaczynając od spacerów, rolek, roweru, biegania i pracy w ogrodzie przez zajęcia na siłowni i w klubach fitness po wspinaczki górskie i nurkowanie. I oczywiście ćwiczenia w domu. Nawet 10 minut dziennie.

  1. Perfekcjonizmowi mówimy stanowcze “nie”

Czas zaakceptować fakt, że nie jesteśmy idealni. Jesteśmy tylko ludźmi. Może się zdarzyć, że zjesz za dużo… albo za mało. Możesz gdzieś wykoleić się z filozofią intuicyjnego jedzenia. To nic. Zdrowe jedzenie, w harmonii z naszym ciałem to nie jedzenie “perfekcyjne” cokolwiek miałoby to znaczyć w tym kontekście. Podkreślę to jeszcze raz: liczy się to, co robimy na co dzień, nie od święta. Tak samo, jak liczy się postęp, nie perfekcja. 

Powoli, do przodu. Z każdym dniem będzie łatwiej, lepiej…

To, co napisałam w tym poście to oczywiście wierzchołek góry lodowej całej filozofii. Zachęcam Cię do dowiedzenia się więcej na ten temat. Do pogodzenia się z jedzeniem i okazywania większego szacunku swojemu ciału.

Jeżeli czujesz, że potrzebujesz wsparcia w tym temacie – napisz.

<3 Trzymaj się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.